-6.9 C
Nowy Jork
piątek, Luty 21, 2020
Strona główna Architecture Meta wszystko weryfikuje

Meta wszystko weryfikuje

W ciągu roku nawet 300 dni
spędza „w biegu”, pokonując dystanse,
które większość ludzi wolałaby raczej
przejechać, niż przebiec. Oto Piotr
Suchenia – maratończyk, zdobywca
pierwszego miejsca w najzimniejszych
maratonach na Ziemi – na biegunie
północnym i na Antarktydzie, któremu
do zdobycia Korony Maratonów, brakuje
już tylko zwycięstwa w Afryce!

42 km aby zwiedzić cały świat
Przygoda Piotra z bieganiem rozpoczęła się na dobre, gdy
miał zaledwie 10 lat. To właśnie wtedy, po nieudanej próbie
spożytkowania niepohamowanej energii małego chłopca
w szkółce żeglarskiej, jego ojciec wpadł na pomysł zapisania
syna do sekcji biegu na orientację w WKS Flota


Gdynia. – Czas, który tam spędziłem, to było najpiękniejsze
10 lat mojego życia. Dzięki biegom zacząłem poznawać
miejsca, o których do tej pory mogłem jedynie przeczytać
na łamach gazet lub w książkach. Przygoda w sekcji biegów
na orientację pokazała mi, że dzięki aktywności fizycznej
można zwiedzić niemal cały świat. Wtedy jeszcze
nie przypuszczałem, że pewnego dnia podejmę decyzję
o tym, by przebiec maratony na każdym kontynencie. Ale
to właśnie niemal 30 lat temu po raz pierwszy poznałem
magię Skandynawii – wspomina Piotr.

Kamila Kubat: I już wtedy biegałeś po Skandynawii na
tak długich dystansach?
Piotr Suchenia: Wtedy były to zdecydowanie krótsze dystanse,
o innej specyfice. Miałem kilkanaście lat, biegałem
na orientację, liczyło się samo dotarcie do mety, a nie miejsce
na podium. Jednak to właśnie wtedy pokochałem ten
obszar. Daleka, dzika północ, ta cisza i spokój, wtedy jeszcze
brak zasięgu GSM i czyste, świeże powietrze. Nie można
się w tym nie zakochać. Skandynawskie biegi to bardzo ciekawy
temat, ale żeby go zrozumieć, trzeba pójść o krok dalej
i zagłębić się w mentalność samych Skandynawów, starać
się myśleć jak oni.
KK: Tak właśnie starasz się myśleć, kiedy biegasz po tamtych
terenach?


PS: Na początku było mi trudno, bo biegi organizowane
w Skandynawii są proste, wręcz surowe i siermiężne. Podam
Ci przykład z życia, z punktu widzenia biegacza, maratończyka.
Mam za sobą biegi na krótkich dystansach
w Szwecji, maratony w Tromso i na Spitsbergenie. Podczas
każdego z nich spotkała mnie taka sama sytuacja: pamiątkowe
statuetki za zwycięstwa nie zawierały daty biegu, medale,
w tym za Spitsbergen Marathon, były zwykłymi blaszkami
z krzywo nalepioną naklejką. Oczywiście też bez daty.
Na całym świecie jest to nie do pomyślenia, medal ma być
pamiątką, ma być piękny i najlepiej artystycznie odlany.
Ale Skandynawowie myślą inaczej, bardziej pragmatycznie.
I mimo że, ta ich surowość ma swój urok, te medale spędzały
mi sen z powiek. Razem z innymi biegaczami postanowiliśmy
wykonać kilka przykładowych medali i pokazać na
Spitsbergenie, jak to powinno według nas wyglądać. Teraz
wręczają tam pięknie odlewany medal z misiem polarnym,
ale… dalej nie ma na nim daty.

KK: Wspominasz biegi po terenach daleko wysuniętych
na północ. Czy niska temperatura podczas biegów jest dla
Ciebie problemem?
PS: Uwielbiam eksplorować biegowo nowe miejsca, a im
dalej na północ, im zimniej i trudniej dla organizmu, tym
lepiej dla mnie. To dlatego moim największym marzeniem
był udział w maratonie na biegunie północnym. Wyżej na
północ nic już nie ma. To nie zimno jest tam największym
problemem. Maraton na biegunie to ryzykowne bieganie po
zamarzniętym oceanie, który w każdej chwili może pęknąć
i przywitać nas wodną szczeliną. Oprócz tego w tamtych rejonach
można napatoczyć się na niedźwiedzia polarnego.
Trzeba uważać, żeby nie stać się dla niego przekąską. Wracając
do temperatury, miałem kiedyś plan, żeby wejść do
chłodni przemysłowej i tam biegać, hartując organizm przed
startem w North Pole Marathon. Niestety nie pozwoliły na
to normy BHP i pozostały mi treningi w lasach Trójmiejskiego
Parku Krajobrazowego i w Puszczy Darżlubskiej. Mimo
że lubię biegać w zimnie, a minusowe temperatury dają mi
energię do życia, muszę przyznać, że warunki na biegunie
były ekstremalne: temperatura -34°C, odczuwalna nawet
-50°C. Ale i tak czułem się tam lepiej niż podczas maratonu
w Bangkoku, gdzie po biegu w 30°, dochodziłem do siebie
przed dwa dni.
KK: Jak przygotować się do biegania po Skandynawii?
PS: Tak samo, jak do każdego innego biegu. Ważny jest trening
i zrobienie wirtualnego rekonesansu. Na północy, tak
samo jak w Polsce, są organizowane biegi uliczne i te po
łonie natury. Warto poczytać na forach o nawierzchni, przewyższeniach
i trudności tras, w przeciwnym razie można
się bardzo zdziwić podczas samego biegu. Właśnie tak zdziwiłem
się podczas mojego pierwszego biegu na orientację
w Szwecji, gdzie na mapę dla biegaczy nie były naniesione
niemal żadne detale, skały i kamienie. Tamtejsze trasy są
o wiele bardziej wymagające od polskich, ale potrafią przyciągnąć
człowieka jak magnes. Mnie na pewno. Skandynawia
to mój drugi dom, moje drugie miejsce na Ziemi. Jestem
pewny, że każdy kto choć

Korona Ziemi w zasięgu ręki

Tak jak wspinacze zdobywają Koronę Ziemi, wspinając
się na najwyższe szczyty każdego z kontynentów,
tak Piotr wpadł na pomysł zdobycia Biegowej Korony
Ziemi, dodając sobie jeszcze jeden cel – w każdym
z maratonów chce stanąć na podium. – Dziś
nie jest to już temat tak odległy, jak kilka lat temu.
Udało mi się pobiec i stanąć na podium w Curacao
(Ameryka Południowa), na Jamajce i na Grenlandii
(Ameryka Północna), w Perth (Australia), w Bangkoku
(Azja) oraz kilka razy w Europie w tym w Tromso,
na Mallorce i w Złotoryi. Do tego dodam 1 miejsce
na dwóch najzimniejszych maratonach świata: na
biegunie północnym i na Antarktydzie. Do kompletu
została mi już tylko dzika Afryka, a już w tym
roku planuję pobiec w jednym z afrykańskich maratonów.
Jeśli uda mi się i tam stanąć na podium, ten
bieg będzie zwieńczeniem kilkuletniego projektu.
Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nie miał już
w głowie kolejnego. Jakiś czas temu zrodził się pomysł
udziału w World Marathon Challenge. To niesamowite
wydarzenie: 7 maratonów na 7 kontynentach
w 7 dni! Myślę, że nasze ograniczenia są tylko
w nas samych. Zdaję sobie sprawę z tego, że przebiegnięcie
siedmiu maratonów pod rząd plus przemieszczanie
się między kontynentami, z całą pewnością
wyeksploatuje mój organizm. Ale kiedy, jeśli
nie teraz! Czuję, że jestem w stanie to osiągnąć. O ile
oczywiście znajdą się sponsorzy na tego typu wyczyn
(śmiech). Udział w takim wydarzeniu to koszt
aż 40 tysięcy euro.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Kamperem przez świat

G Wsiadasz i jedziesz. Tam, gdzie oczy poniosą, więc dlaczego nie do Szwecji? Nie musisz zastanawiać się nad tym, gdzie nocować,...

Forty w Świnoujściu

Położone na kilkudziesięciu wyspach Świnoujście, znane jest turystom z przepięknej promenady, koniecznej przeprawy promowej oraz najcieplejszej wody na polskim wybrzeżu. Ponad 100...

Legendy zatrzęsą Doliną Charlotty

„Have You ever seen the rain” w Dolinie Charlotty? Jeśli nie, już w czerwcu pokaże Ci go osobiście John Fogerty z Credence Clearwater...

Meta wszystko weryfikuje

W ciągu roku nawet 300 dni spędza „w biegu”, pokonując dystanse, które większość ludzi wolałaby raczej przejechać, niż przebiec. Oto Piotr Suchenia...

Recent Comments